...urodzony w 1976 roku w Wielkopolsce.
Kim jestem? Zwykłym człowiekiem, takim jak inni. Może
nie do końca, mam poważną wadę wzroku, to odróżnia mnie na pewno
od większości. Nie jest to zaleta lecz wada, niestety na którą
nie miałem i nie mam wpływu. Znaczna część społeczeństwa to osoby
niepełnosprawne, lecz wielu z nich, staję się nimi z powodu własnych
błędów, brawury, głupoty. Ja nie miałem na to wpływu, urodziłem
się z wadą genetyczną. Czy mam się uważać przez to gorszy? Nie.
Wada przyczyniła się do zalet, którymi niewątpliwie są siła
przebicia, determinacja w drodze do celu mimo barier jakie mnie
otaczają, adaptacja, dostosowanie się do innego sposobu postrzegania.
.
Moim celem jest rejs dookoła świata. Wiem, że przez
wielu będzie nazwany szaleństwem, przez innych wręcz wyśmiewany. Zdaje
sobie sprawę, że jest to wielkie wyzwanie, wymagające wsparcia, mojej
ciężkiej pracy. Trud, zaangażowanie jest wart osiągnięcia celu. Będzie
spełnieniem marzeń, udowodnieniem iż mimo choroby jest się wstanie
pokonać bariery w drodze do celu.
Od najmłodszych lat kochałem podróże. Moja
fascynacja zwiedzaniem, poznawaniem łączyła się z fascynacją "do wody".
Jeziora i morza, to one były najchętniej odwiedzanymi miejscami. Morza
i Oceany, potężna i piękna siła natury, posiada to coś co przyciąga jak
magnes. To one są największymi drogami świata, przemierzać je i
docierać w najdalsze zakamarki to pragnienie lat dziecięcych,
które pozostało do dziś..
Morza i Oceany to nie wszystko, smak przygody odkrycia,
poznawanie nowych kultur, miejsc, historii, nacji, zawsze mnie
pociągało.
Mimo upływu lat, pamiętam wspaniałą serie książek "o Tomku Wilmowskim"
Alberta Szklarskiego. Są to typowo przygodowo-podróżnicze
książki dla młodego czytelnika. Wspaniale zaprezentowany opis, miejsc,
kultur, owiany ciekawą przygodą. Każdemu młodemu czytelnikowi otwiera
wyobraźnie, miejsca opisywane stają się niczym prawdziwe, a chęć
poznawania pozostaje na zawsze.
Niewątpliwie ta seria książek jak i fantastyczno-naukowe
powieści Juliusza Verne oraz setki innych publikacji podróżniczo
poznawczych przyczyniło się do rozbudzenia pragnień i marzeń.
Jako młodzieniec przeczytałem książkę Naomi James "Sama
na Oceanach" książka opisuje jej samotny rejs dookoła świata na
potężnym 16,5 m jachcie. Naomi została uznana za pierwszą kobietę,
która prowadziła samotny rejs trasą przez Horn.
Najbardziej fascynujący w jej osiągnięciach jest fakt, iż Naomi
pierwszy raz w życiu wypłynęła na jachcie, na około rok przed tak
wielką wyprawą. Mimo braku wieloletniego doświadczenia, można dokonać
wspaniałych rzeczy, posiadając determinacje i pragnienie.
Ten stan rzeczy stał się podwaliną mojego planu rejsu.
Niestety, nie wszystko układa się tak jak chcemy. Moje
problemy ze wzrokiem są wadą genetyczną ujawniającą się w okresie
późnego dorastania. Wchodząc w wiek dorosłego człowieka,
mógłbym dążyć do spełnienia pragnień, marzeń, niestety z
miesiąca na miesiąc ciągle pogarszający stan zdrowia, postawił przede
mną barierę. Barierę, która nie tylko mnie, ale przede wszystkim
postronnym, wydawała się nie do pokonania. Wzrok jeden z
głównych zmysłów, chyba najważniejszy, dzięki,
któremu jesteśmy w stanie bezproblemowo się poruszać,
rozpoznawać, działać.
Kiedy wzrok zawodzi wszystko zdaje się upadać, marzenia,
pragnienia. Bardzo poważna wada, gdzie tylko jedno oko jest uznane za
widzące w stopniu bardzo ograniczonym, dla postronnych odbierane jest
jako bariera nie do przejścia. Dla mnie stało się wyzwaniem. Adaptacja
do tej sytuacji pozwala mi żyć w miarę normalnie. Posiadam 1 grupę
inwalidztwa, tzw. znaczny stopień niepełnosprawności. Mimo znacznych
ograniczeń, wiem, że jestem wstanie wiele osiągnąć, podjąć wyzwanie.
W wieku 20 lat zacząłem żyć na własny rachunek z dala
od rodziców i rodziny. Wraz z moją dziewczyną mieszkamy razem.
Nie jest łatwo żyć z wadą wzroku, mimo przystosowania. Ciągle spotykam
jakieś bariery, najczęściej stawiane przez innych ludzi. Jest wielu
takich, którzy uważają, że mimo tak wielkiej umiejętności
dostosowania się i tak nie dam z niczym sobie rady. Dzięki tej
adaptacji dziś wiele osób, które pierwszy raz spotykam,
nie domyślają się nawet, że mam tak poważną wadę wzroku. Świadczyć to
może o umiejętności dostosowania się do nowych warunków.
Miałem również okazje spotkać inne osoby
niepełnosprawne, zarówno z wadą wzroku jak i innymi
dolegliwościami. Wiele z tych osób radzi sobie z własnym
inwalidztwem, ale jest też znaczna liczba osób, które
sądzą, że bariery jakie zafundowało im ich własne ciało są przeszkodami
nie do przebycia.
Mój plan rejsu, wymaga wiele poświecenia i pracy
jest nie tylko spełnieniem marzeń, ale przede wszystkim próbą
udowodnienia, że jestem w stanie, przełamać bariery jakie zafundowało
mi moje własne ciało. To co mnie spotkało, inwalidztwo, nie jest końcem
marzeń, pragnień. Jest tylko kolejną barierą jaką musimy pokonać.
Duży wpływ na podjęcie decyzji o rejsie miała również książka Wojtka Kmity "Cztery lata na huśtawce".
Również dokonania i osiągnięcia, naszych dwóch wielkich "samotników" Krzysztofa Baranowskiego i Andrzeja Urbańczyk, opisane w ich książkach, dały mi przykład, a zarazem utwierdziły w mym pragnieniu.
Moje doświadczenie morskie jest niewielkie, wiem, że
zanim podejmę wyzwanie, muszę dobrze się przygotować, spędzić setki jak
nie tysiące godzin na morzu. Lecz poznałem smak morza, przeżyłem
sztormy, chorobę morska i to co w żeglarstwie jest normalne. Wiem czym
smakuje morze i jakim jest wyzwaniem. Wyzwaniem dla zdrowego człowieka,
a czym będzie dla mnie, gdzie wzrok to jeszcze utrudni.
Tak, jak Naomi James podjęła to wyzwanie, mimo tego, że nie miała
wielkiego bagażu doświadczeń, mimo tego iż mówiło jej wielu, że
szaleństwem jest opłynąć samotnie świat przez kobietę; podjęła to
wyzwanie.
Opłynąć samotnie świat, jak łatwo powiedzieć, lecz jak niewielu tego dokonało.
Rok w samotności w ciężkich warunkach, bez pomocy i wsparcia,
porzuciwszy dotychczasowe życie. Dokonać tego można tylko posiadając
silną wolę i czyste prawdziwe pragnienie.
Andrzej Urbańczyk napisał:
"...wielu jest takich co marzą i na marzeniach kończą". Wielu było też takich, którzy mieli wypłynąć lub nawet wypłynęli, lecz zaraz zawrócili, zrezygnowali.
Osiągnąć cel, może tylko ktoś, kto czuje na morzu "TO" wspaniałe
uczucie, wolności, swobody. Uczucie, które jest wstanie
zagłuszyć wszelkie przeciwności i niewygody życia na małej bardzo
ograniczonej i wiecznie rozhuśtanej przestrzeni.
Nie szukam rozgłosu, medialności czy pochwał. Chce spełnić
swoje marzenie, zwiedzić świat, zobaczyć, poznać, przeżyć smak przygody i
wyzwania – zrobić to póki jeszcze mogę, dopóki jeszcze widzę...
Trzeba mieć odrobinę szaleństwa, jego pozytywnego aspektu, by samotnie ruszyć przez fale oceanów.