Kim jestem?

To co dla jednych jest szaleństwem,
dla ludzkości staje się postępem.

Wzniesienie Piramid, Colosseum, wyprawa Kolumba na "kraniec świata", "wstrzymanie Słońca, a poruszenie Ziemi" Kopernika, pierwszy lot człowieka, spacer po Księżycu; dla wielu ówczesnych było to szaleństwem, wręcz obłędem dla własnej epoki. W późniejszych latach, dziś, stało się podwaliną, wzorem dla potomnych. Szaleństwo tych wspaniałych marzycieli jest postępem ludzkości.

Szaleństwem wydaje się opłynąć samotnie morza i oceany, gdy najważniejszy z zmysłów wzrok, poważnie osłabiony, barierą nie do pokonania się zdaję. Mimo tej bariery, jakże ciężkiej, chce podjąć to wyzwanie. Nazwane przez wielu szaleństwem, nie przyniesie postępu. Jednak jeśli mnie się uda, dla wielu podobnych stanie się światłem w tunelu. Nadzieją, szansą, może przykładem, że jesteśmy wstanie pokonać bariery jakie zafundowało nam nasze własne ciało.

 

 


...urodzony w 1976 roku w Wielkopolsce.

Kim jestem? Zwykłym człowiekiem, takim jak inni. Może nie do końca, mam poważną wadę wzroku, to odróżnia mnie na pewno od większości. Nie jest to zaleta lecz wada, niestety na którą nie miałem i nie mam wpływu. Znaczna część społeczeństwa to osoby niepełnosprawne, lecz wielu z nich, staję się nimi z powodu własnych błędów, brawury, głupoty. Ja nie miałem na to wpływu, urodziłem się z wadą genetyczną. Czy mam się uważać przez to gorszy? Nie.
Wada przyczyniła się do zalet, którymi niewątpliwie są siła przebicia, determinacja w drodze do celu mimo barier jakie mnie otaczają, adaptacja, dostosowanie się do innego sposobu postrzegania. .

Moim celem jest rejs dookoła świata. Wiem, że przez wielu będzie nazwany szaleństwem, przez innych wręcz wyśmiewany. Zdaje sobie sprawę, że jest to wielkie wyzwanie, wymagające wsparcia, mojej ciężkiej pracy. Trud, zaangażowanie jest wart osiągnięcia celu. Będzie spełnieniem marzeń, udowodnieniem iż mimo choroby jest się wstanie pokonać bariery w drodze do celu. 

Od najmłodszych lat kochałem podróże. Moja fascynacja zwiedzaniem, poznawaniem łączyła się z fascynacją "do wody". Jeziora i morza, to one były najchętniej odwiedzanymi miejscami. Morza i Oceany, potężna i piękna siła natury, posiada to coś co przyciąga jak magnes. To one są największymi drogami świata, przemierzać je i docierać w najdalsze zakamarki to pragnienie lat dziecięcych, które pozostało do dziś..

Morza i Oceany to nie wszystko, smak przygody odkrycia, poznawanie nowych kultur, miejsc, historii, nacji, zawsze mnie pociągało.
Mimo upływu lat, pamiętam wspaniałą serie książek "o Tomku Wilmowskim" Alberta Szklarskiego. Są to typowo przygodowo-podróżnicze książki dla młodego czytelnika. Wspaniale zaprezentowany opis, miejsc, kultur, owiany ciekawą przygodą. Każdemu młodemu czytelnikowi otwiera wyobraźnie, miejsca opisywane stają się niczym prawdziwe, a chęć poznawania pozostaje na zawsze.

Niewątpliwie ta seria książek jak i fantastyczno-naukowe powieści Juliusza Verne oraz setki innych publikacji podróżniczo poznawczych przyczyniło się do rozbudzenia pragnień i marzeń.

Jako młodzieniec przeczytałem książkę Naomi James "Sama na Oceanach" książka opisuje jej samotny rejs dookoła świata na potężnym 16,5 m jachcie. Naomi została uznana za pierwszą kobietę, która prowadziła samotny rejs trasą przez Horn.
Najbardziej fascynujący w jej osiągnięciach jest fakt, iż Naomi pierwszy raz w życiu wypłynęła na jachcie, na około rok przed tak wielką wyprawą. Mimo braku wieloletniego doświadczenia, można dokonać wspaniałych rzeczy, posiadając determinacje i pragnienie.
Ten stan rzeczy stał się podwaliną mojego planu rejsu.

Niestety, nie wszystko układa się tak jak chcemy. Moje problemy ze wzrokiem są wadą genetyczną ujawniającą się w okresie późnego dorastania. Wchodząc w wiek dorosłego człowieka, mógłbym dążyć do spełnienia pragnień, marzeń, niestety z miesiąca na miesiąc ciągle pogarszający stan zdrowia, postawił przede mną barierę. Barierę, która nie tylko mnie, ale przede wszystkim postronnym, wydawała się nie do pokonania. Wzrok jeden z głównych zmysłów, chyba najważniejszy, dzięki, któremu jesteśmy w stanie bezproblemowo się poruszać, rozpoznawać, działać.

Kiedy wzrok zawodzi wszystko zdaje się upadać, marzenia, pragnienia. Bardzo poważna wada, gdzie tylko jedno oko jest uznane za widzące w stopniu bardzo ograniczonym, dla postronnych odbierane jest jako bariera nie do przejścia. Dla mnie stało się wyzwaniem. Adaptacja do tej sytuacji pozwala mi żyć w miarę normalnie. Posiadam 1 grupę inwalidztwa, tzw. znaczny stopień niepełnosprawności. Mimo znacznych ograniczeń, wiem, że jestem wstanie wiele osiągnąć, podjąć wyzwanie.

W wieku 20 lat zacząłem żyć na własny rachunek z dala od rodziców i rodziny. Wraz z moją dziewczyną mieszkamy razem. Nie jest łatwo żyć z wadą wzroku, mimo przystosowania. Ciągle spotykam jakieś bariery, najczęściej stawiane przez innych ludzi. Jest wielu takich, którzy uważają, że mimo tak wielkiej umiejętności dostosowania się i tak nie dam z niczym sobie rady. Dzięki tej adaptacji dziś wiele osób, które pierwszy raz spotykam, nie domyślają się nawet, że mam tak poważną wadę wzroku. Świadczyć to może o umiejętności dostosowania się do nowych warunków.

Miałem również okazje spotkać inne osoby niepełnosprawne, zarówno z wadą wzroku jak i innymi dolegliwościami. Wiele z tych osób radzi sobie z własnym inwalidztwem, ale jest też znaczna liczba osób, które sądzą, że bariery jakie zafundowało im ich własne ciało są przeszkodami nie do przebycia.

Mój plan rejsu, wymaga wiele poświecenia i pracy jest nie tylko spełnieniem marzeń, ale przede wszystkim próbą udowodnienia, że jestem w stanie, przełamać bariery jakie zafundowało mi moje własne ciało. To co mnie spotkało, inwalidztwo, nie jest końcem marzeń, pragnień. Jest tylko kolejną barierą jaką musimy pokonać.

Duży wpływ na podjęcie decyzji o rejsie miała również książka Wojtka Kmity "Cztery lata na huśtawce"
Również dokonania i osiągnięcia, naszych dwóch wielkich "samotników" Krzysztofa Baranowskiego i Andrzeja Urbańczyk, opisane w ich książkach, dały mi przykład, a zarazem utwierdziły w mym pragnieniu. 

Moje doświadczenie morskie jest niewielkie, wiem, że zanim podejmę wyzwanie, muszę dobrze się przygotować, spędzić setki jak nie tysiące godzin na morzu. Lecz poznałem smak morza, przeżyłem sztormy, chorobę morska i to co w żeglarstwie jest normalne. Wiem czym smakuje morze i jakim jest wyzwaniem. Wyzwaniem dla zdrowego człowieka, a czym będzie dla mnie, gdzie wzrok to jeszcze utrudni.
Tak, jak Naomi James podjęła to wyzwanie, mimo tego, że nie miała wielkiego bagażu doświadczeń, mimo tego iż mówiło jej wielu, że szaleństwem jest opłynąć samotnie świat przez kobietę; podjęła to wyzwanie.

Opłynąć samotnie świat, jak łatwo powiedzieć, lecz jak niewielu tego dokonało.
Rok w samotności w ciężkich warunkach, bez pomocy i wsparcia, porzuciwszy dotychczasowe życie. Dokonać tego można tylko posiadając silną wolę i czyste prawdziwe pragnienie.
Andrzej Urbańczyk napisał: "...wielu jest takich co marzą i na marzeniach kończą". Wielu było też takich, którzy mieli wypłynąć lub nawet wypłynęli, lecz zaraz zawrócili, zrezygnowali.
Osiągnąć cel, może tylko ktoś, kto czuje na morzu "TO" wspaniałe uczucie, wolności, swobody. Uczucie, które jest wstanie zagłuszyć wszelkie przeciwności i niewygody życia na małej bardzo ograniczonej i wiecznie rozhuśtanej przestrzeni.

Nie szukam rozgłosu, medialności czy pochwał. Chce spełnić swoje marzenie, zwiedzić świat, zobaczyć, poznać, przeżyć smak przygody i wyzwania – zrobić to póki jeszcze mogę, dopóki jeszcze widzę...

Trzeba mieć odrobinę szaleństwa, jego pozytywnego aspektu, by samotnie ruszyć przez fale oceanów.

 
Aktualności Kim jestem? Wyprawa Trasa Mentor Sponsorzy Galeria